Data: niedziela, 6 lutego 2011, 23:34 Autor: Vosurate
Po burzliwych czasach wielkich wojen mocy, zmaganiach się z ambicjami wielkich lordów, Kuobelaghiem, czy Organizacją Bladego Półksiężyca, w galaktyce zapanował spokój. Po raz pierwszy, od czasów buntu słynnego Garr Dona, nie toczono żadnych wojen.
Było wiele powodów. Z jednej strony, ludzie byli nimi zmęczeni, a po przerzedzeniu galaktyki przez Kuobelagha, borykano się z lokalnymi planetarnymi problemami i nawet nie myślano o ekspansjach czy kłótniach z innymi. Liczebność istot w galaktyce zdecydowanie się zmniejszyła, a zatem testament Kuobelagha chcąc nie chcąc – wypełnił się i to przez jego działanie, doprowadził do ładu i pokoju który – jak myślano – miał nastać już na zawsze.
Powód drugi, to Seicel Koss, najważniejszy z uczniów Sitriana ' Gligoraxa' Vo, który zmonopoliozwał sobie cały znany świat. Korzystając z rosnącej niechęci republiki do jasnej ścieżki, w swym słynnym wystąpieniu jako gość wyjątkowy przed senatem, zaanektował ją w pokojowy sposób, ogłaszając się nowym Wielkim Kanclerzem, łącząc stanowisko władcy republiki i imperium, kończąc wojny galaktyczne raz na zawsze.
Nastąpił rozwój, jakiego nie było przez ostatnie tysiąclecia. Seicel, zrezygnował z dawnego układu gospodarczego, zainicjowanego przez Gligoraxa, a mianowicie o podzielenie świat na okręgi. Dysproporcje między planetami były zbyt ogromne, więc zmniejszył kapitał inwestowany w planety o statusie wysokim, by przekazywać je planetom które od zawsze borykały się z wewnętrznymi problemami. Bynajmniej, nie wynikało to z dobrego serca.
Seicel, wiedział, że dobre czasy kiedyś miną, wróg kiedyś się pojawi,a w przypadku scentralizowanych sił na danych planetach, jego wielkie imperium jakkolwiek silne jest teraz, podbije bez trudu. Zdecydowany rozwój reszty planet, miał rozwiązać ten problem.
I rozwiązał. W galaktyce dawno nie było tak dobrze, pierwszy konflikt pojawił się jednak na stopie prawodawczej. O tyle, jak planety takie jak Kryo'ran, Illarg, czy Vorgan od wieków należały do imperium i przyzwyczajone były do panujących praw, o tyle dla planet republikańskich były nie do przyjęcia i zbyt restrykcyjne. Dlatego też, mimo zdecydowanemu progresowi gospodarczemu, rosła niechęć do Imperium i samego Seicela, gdzieniegdzie powstawały nawet konspiracyjne organizacje, które jednakże zostały tak błyskawicznie jak i brutalnie dekonspirowane.
Seicel zdecydowanie wykonał wszystkie swoje obietnice przedwyborcze, przedstawione w senacie – nie było wojen, nie było nie porządku, nie było bezładu. Tylko rozwój i progres. Republika jednak nie wykonała swojego – zaakceptowania jego zasad.
Próbowano go obalić, tak demokratycznie, jak demokratycznie go wybrano. Skończyło się na tym, że senatorowie zostali wymordowani, ( poza senatorem Hujaliem, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach) a senat rozwiązany. Niewdzięczna nienawiść do persony wielkiego imperatora rosła.
Wśród Sith, Koss również nie miał tyle popleczników, ile mogło by mu się wydawać. Szczególnie po plotkach, wedle których Gligorax miałby powrócić, a Seicel ukrywa jego istnienie jego dawnymi uczniami. Sytuacje pogorszyła też bratobójcza walka, z Lordem Travisem. Oskarżano Seicela, że sam stworzył organizację Bladego Półksiężyca, która w rzeczywistości miałą być tylko powodem by podstępem zniszczyć wielkiego i kochanego lorda. Wydawało się więc, że wielkie imperium Seicela, w rzeczywistości było tylko kolosem na glinianych nogach.
Jednakże Seicel Koss, jako imperator doskonale sobie radził. Spiskowcy zostali błyskawicznie uciszani, a rozwój następował szybciej niż mogło by się wydawać. Samego Seicela jednak, zajmowało zupełnie co innego.
Edipse. Planeta legenda, o której dowiedział się dopiero z holocronu Gligoraxa. Wedle niego, była kluczem do wszystkiego co działo i dziać będzie się w galaktyce. Jedni upatrywali w niej ukrytej broni masowego rażenia, inni zbawienia. Wedle niego, miała leżeć w układach środka, do którego próbowano się dostać niejednokrotnie. Centrum galaktyki, od zawsze fascynowało artystów, dyktatorów i naukowców. Kolonizacja i podróż zajmowała jednak zbyt dużo uwagi, badań i energi i dopóki w galaktyce nie zapanował by spokój porównywalny z ze spokojem z Ery Pierwotnych Czasów, o penetracji układów środka nie było nawet mowy. Nie znano też żadnych precyzyjnych koordynatów nigdy wcześniej, Seicel jednak takowymi dysponował, nie wiadomo jak Gligorax wszedł w ich posiadanie, dlaczego też nigdy wcześniej się tym nie zajmował.
Edipse zaślepiło Seicelowi oczy, przestało się liczyć dla niego wszystko inne, galaktyka, frakcje, władza. Edipse było czymś nieosiągalnym, nieogarniętym, wyczuwał moc, większą niż mógłby posiąść.
Zorganizowano wyprawę na Edipse, założono bazy wypadowe, stworzono pierwsze miasta. Wszystko jednak, kręciło się wokół wykopalisk obejmujących całą planetę i wściekłego Kossa, który cały czas nic nie znalazł. Na Edipse, zebrał wszystkich najważniejszych wojowników Imperium, generałów, egzekutorów, bystrzejszych i silniejszych namiestników. Stało się jasne, że Edipse wkrótce miało się stać nową stolicą Imperium, z którego łatwo było kontrolować całą galaktykę.
Planeta jednak była bardziej zagadkowa, niż wcześniej się spodziewano. Klimat był idealny, by na planecie rozkwitło życie. Bujna roślinność, oceany, morza, świetne grunty. Brakowało tylko istot żywych. Naukowcy doszli nawet do wniosku, że takowe nigdy tu nie istniały, więc ich nieobecność nie może być spowodowana jakąkolwiek masakrą. Żadnych zwierząt, istot rozumnych, czy stworzeń niezauważalnych gołym okiem. Planeta była martwa... w swym nadzwyczajnie rozwiniętym życiu. Aura planety, również bardzo dziwnie działała na użytkowników mocy. Niektórzy, zaczęli zapadać na różnorakie choroby, inni w ogóle się nie budzili. Niektórzy wpadali w dziwny szał, kończąc zaszlachtowanym przez siepaczy Imperatora, których niedługo potem czekał podobny los.
To ostatecznie sprawiło, że Seicel był już pewien.
Edipse było wyjątkowe, a on miał zamiar dowiedzieć się czemu.
Było wiele powodów. Z jednej strony, ludzie byli nimi zmęczeni, a po przerzedzeniu galaktyki przez Kuobelagha, borykano się z lokalnymi planetarnymi problemami i nawet nie myślano o ekspansjach czy kłótniach z innymi. Liczebność istot w galaktyce zdecydowanie się zmniejszyła, a zatem testament Kuobelagha chcąc nie chcąc – wypełnił się i to przez jego działanie, doprowadził do ładu i pokoju który – jak myślano – miał nastać już na zawsze.
Powód drugi, to Seicel Koss, najważniejszy z uczniów Sitriana ' Gligoraxa' Vo, który zmonopoliozwał sobie cały znany świat. Korzystając z rosnącej niechęci republiki do jasnej ścieżki, w swym słynnym wystąpieniu jako gość wyjątkowy przed senatem, zaanektował ją w pokojowy sposób, ogłaszając się nowym Wielkim Kanclerzem, łącząc stanowisko władcy republiki i imperium, kończąc wojny galaktyczne raz na zawsze.
Nastąpił rozwój, jakiego nie było przez ostatnie tysiąclecia. Seicel, zrezygnował z dawnego układu gospodarczego, zainicjowanego przez Gligoraxa, a mianowicie o podzielenie świat na okręgi. Dysproporcje między planetami były zbyt ogromne, więc zmniejszył kapitał inwestowany w planety o statusie wysokim, by przekazywać je planetom które od zawsze borykały się z wewnętrznymi problemami. Bynajmniej, nie wynikało to z dobrego serca.
Seicel, wiedział, że dobre czasy kiedyś miną, wróg kiedyś się pojawi,a w przypadku scentralizowanych sił na danych planetach, jego wielkie imperium jakkolwiek silne jest teraz, podbije bez trudu. Zdecydowany rozwój reszty planet, miał rozwiązać ten problem.
I rozwiązał. W galaktyce dawno nie było tak dobrze, pierwszy konflikt pojawił się jednak na stopie prawodawczej. O tyle, jak planety takie jak Kryo'ran, Illarg, czy Vorgan od wieków należały do imperium i przyzwyczajone były do panujących praw, o tyle dla planet republikańskich były nie do przyjęcia i zbyt restrykcyjne. Dlatego też, mimo zdecydowanemu progresowi gospodarczemu, rosła niechęć do Imperium i samego Seicela, gdzieniegdzie powstawały nawet konspiracyjne organizacje, które jednakże zostały tak błyskawicznie jak i brutalnie dekonspirowane.
Seicel zdecydowanie wykonał wszystkie swoje obietnice przedwyborcze, przedstawione w senacie – nie było wojen, nie było nie porządku, nie było bezładu. Tylko rozwój i progres. Republika jednak nie wykonała swojego – zaakceptowania jego zasad.
Próbowano go obalić, tak demokratycznie, jak demokratycznie go wybrano. Skończyło się na tym, że senatorowie zostali wymordowani, ( poza senatorem Hujaliem, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach) a senat rozwiązany. Niewdzięczna nienawiść do persony wielkiego imperatora rosła.
Wśród Sith, Koss również nie miał tyle popleczników, ile mogło by mu się wydawać. Szczególnie po plotkach, wedle których Gligorax miałby powrócić, a Seicel ukrywa jego istnienie jego dawnymi uczniami. Sytuacje pogorszyła też bratobójcza walka, z Lordem Travisem. Oskarżano Seicela, że sam stworzył organizację Bladego Półksiężyca, która w rzeczywistości miałą być tylko powodem by podstępem zniszczyć wielkiego i kochanego lorda. Wydawało się więc, że wielkie imperium Seicela, w rzeczywistości było tylko kolosem na glinianych nogach.
Jednakże Seicel Koss, jako imperator doskonale sobie radził. Spiskowcy zostali błyskawicznie uciszani, a rozwój następował szybciej niż mogło by się wydawać. Samego Seicela jednak, zajmowało zupełnie co innego.
Edipse. Planeta legenda, o której dowiedział się dopiero z holocronu Gligoraxa. Wedle niego, była kluczem do wszystkiego co działo i dziać będzie się w galaktyce. Jedni upatrywali w niej ukrytej broni masowego rażenia, inni zbawienia. Wedle niego, miała leżeć w układach środka, do którego próbowano się dostać niejednokrotnie. Centrum galaktyki, od zawsze fascynowało artystów, dyktatorów i naukowców. Kolonizacja i podróż zajmowała jednak zbyt dużo uwagi, badań i energi i dopóki w galaktyce nie zapanował by spokój porównywalny z ze spokojem z Ery Pierwotnych Czasów, o penetracji układów środka nie było nawet mowy. Nie znano też żadnych precyzyjnych koordynatów nigdy wcześniej, Seicel jednak takowymi dysponował, nie wiadomo jak Gligorax wszedł w ich posiadanie, dlaczego też nigdy wcześniej się tym nie zajmował.
Edipse zaślepiło Seicelowi oczy, przestało się liczyć dla niego wszystko inne, galaktyka, frakcje, władza. Edipse było czymś nieosiągalnym, nieogarniętym, wyczuwał moc, większą niż mógłby posiąść.
Zorganizowano wyprawę na Edipse, założono bazy wypadowe, stworzono pierwsze miasta. Wszystko jednak, kręciło się wokół wykopalisk obejmujących całą planetę i wściekłego Kossa, który cały czas nic nie znalazł. Na Edipse, zebrał wszystkich najważniejszych wojowników Imperium, generałów, egzekutorów, bystrzejszych i silniejszych namiestników. Stało się jasne, że Edipse wkrótce miało się stać nową stolicą Imperium, z którego łatwo było kontrolować całą galaktykę.
Planeta jednak była bardziej zagadkowa, niż wcześniej się spodziewano. Klimat był idealny, by na planecie rozkwitło życie. Bujna roślinność, oceany, morza, świetne grunty. Brakowało tylko istot żywych. Naukowcy doszli nawet do wniosku, że takowe nigdy tu nie istniały, więc ich nieobecność nie może być spowodowana jakąkolwiek masakrą. Żadnych zwierząt, istot rozumnych, czy stworzeń niezauważalnych gołym okiem. Planeta była martwa... w swym nadzwyczajnie rozwiniętym życiu. Aura planety, również bardzo dziwnie działała na użytkowników mocy. Niektórzy, zaczęli zapadać na różnorakie choroby, inni w ogóle się nie budzili. Niektórzy wpadali w dziwny szał, kończąc zaszlachtowanym przez siepaczy Imperatora, których niedługo potem czekał podobny los.
To ostatecznie sprawiło, że Seicel był już pewien.
Edipse było wyjątkowe, a on miał zamiar dowiedzieć się czemu.









