Podanie Revel (ŚM) - PRZYJĘTY.
: 19 kwie 2009, o 21:20
Świadomi Mocy
- Część ogólna1. Imię: Szymon
2. Wiek: 17 lat
3. Coś o sobie: Jestem zwykłym nadpobudliwym nastolatkiem lubiącym w gruncie spokój, chociaż sam jestem głośny. Nie siedzę aż tak długo przed komputerem, ale to nie podchodzi pod aktywność "raz na tydzień".
4. Ewentualny kontakt z tobą: gadu-gadu: 11786066 ; e-mail: revelruless@gmail.com
5. Prędkość internetu: 2 mb/s
- JK3 I RPG
1. Twoje doświadczenie w Role Play: Właśnie.. w RP jk3 jestem kompletnie zielony, dotąd grałem normalnie. A tak poza tym to posiadam doświadczenie RP z gry World of WarCraft i kilku polskich rpg'ów przez przeglądarkę.
2. Staż w grze Jedi Knight 3: Jedi Academy: 3 lata z przerwami.
3. Dlaczego do Świadomych Mocy? Wybrałem akurat Świadomych Mocy, ponieważ nie uznaje podziału zła i dobra, przecież każdy może być dobry jak i zły na swój sposób.
4. Klany, organizacje działające w JK3 w jakich byłeś/aś: TotF, MotL.
- Twoja postać Role-Play
1. Imię postaci: Revel
2. Wiek postaci: 19 lat
3. Rasa postaci: Człowiek - ?
4. Rodzinna planeta postaci: Ilum
5. Wygląd postaci (opis zewnętrzny): Wysoki na 192 cm jasnoskóry mężczyzna, dobrze, a zarazem smukle zbudowany. Jego twarz pokrywa wiele blizn, a jego oczy, raczej gałki oczne są koloru czarnego i są pozbawione źrenic. Na czubku głowy ma sterczące, średniej długości włosy o śnieżno-białej barwie. Cały tors ma pokryty dziwnymi tatuażami, przypominającymi runy.
6. Historia postaci:
-Dziwne niemowlę.
Przez atmosferę Ilum przebijał się właśnie meteor, spostrzegł to pewien samotny starzec, rasy Yuuzhan Vong. Zainteresował się zjawiskiem, bowiem zauważył że to co leciało z nieba, było musiało by być większe aby przebić się przez atmosferę, ale cóż to? Starzec musiał uciekać, ponieważ w nie wiadomo skąd skręcił w jego kierunku. O nie, przyśpiesza, starzec rzuca się za skałę, a sam "meteor" uderza niecałe 9 stup dalej..
Lekko poparzony Yuuzhan podchodzi do krateru, który zrobił owy lecący przedmiot. Patrzy i z niedowierzaniem zauważa że to kapsuła. Agrr.. Cóż to może być za istota..? - pomyślał i wziął z pleców kij, który był owinięty jakąś czarną lianą. Ostrożnie stuknął kijem o zauważalne drzwi pojazdu i nagle drzwi wystrzeliły ku niemu z niesamowitą prędkością! Lekko ogłuszony Vong zrzuca z siebie ciężkie drzwi i patrzy na osobę, a raczej osóbkę siedzącą w kapsule, to... TO LUDZKIE NIEMOWLĘ!
-Cóż to ma być na bogów?! - powiedział z zaskoczeniem, podszedł ostrożnie do dziecka i spostrzegł że jego gałki oczne są barwy czarnej, a poza tym nie posiada źrenic, Nigdy nie widziałem takiego człowieka.. - rzekł w umyśle. Zbliżył się, popatrzył na ciało ruszającego się w fotelu niemowlaka i zobaczył ciało pokryte czarnymi tatuażami i nagle skóra dziecka całkiem zaczerniała a sama istotka machnęła ręka na starca a ten poleciał jakieś 3 metry w tył z uczuciem jakby w jego klatkę piersiową spadła skała, stracił przytomność..
-Agrr..! Cóż za ból, jak.. jak to się stało?- wstał i spojrzał znów na niemowlaka, wrócił jego dawny odcień skóry, a to dziwne. To dziecko jest niebezpieczne, mogę je zostawić na pastwę losy, na pewną śmierć.. albo wziąć je ze sobą, taak.. - zadumał się, znów popatrzył na dziecko i wziął je, zawijając je w szmatkę aby nie zmarzło.
-Zagubiony wojownik
-Van Yuilrt'cie! Van Yuilrt'cie! - krzyczał w środku burzy śnieżnej tęgiej budowy mężczyzna, szedł on pół nagi, miał on tylko buty i spodnie. Jego umięśniony tors pokrywały tatuaże, twarz była oszpecona wieloma bliznami, a oczy, były niezwykłe jak na człowieka. Nie miały źrenic, a gałki były czarne. Rozglądał się i wołał swojego przyjaciela, nie był on widocznie wrażliwy na zimno, im był bardziej rozzłoszczony brakiem skutków poszukiwań tym więcej pary wodnej unosiło się w okół niego.
-AHH! Po co wyszedłeś na polowanie??!!! - krzyknął i padł na kolana ze skruchą, ale cóż się z nim dzieje. Woda w koło niego zaczyna nagle parować, jego skóra czernieje, jego wtapiające się w tło białe włosy również zmieniły kolor na czarny, wstał i zaczął biec przed siebie...
Śnieżyca ustała, a chłopak znów wyglądał jak wcześniej. Wciąż wywoływał przyjaciela, lecz nikt nie odpowiadał. Krzyk, wręcz agonia wychodziła z pobliskiej jaskini, to była kakofonia dla jego uszu. Ruszył do pieczary jak z bicza, wbiegł do niej i zobaczył to czego nie chciał.. Stary Van Yuiltr leżał na pod ścianą trzymając się za brzuch wydając z siebie straszne dźwięki.
-Co się dzieje?! Co się stało starcze?! - krzyknął i podbiegł do niego.
-Yhh.. Revelu... zaatakował mnie wo..jownik... o świetlistym mieczu...niee....było ic..h..dwóch..jeden czerwony..drugi...żółty i...zielony...miecz..- wystękał umierający -
-Nie umieraj! - wrzasnął i jego ciało zaczęła ogarniać czerń.-
-Panuj nad tym...! - próbował uspokoić podopiecznego. -
Skóra wróciła do domyślnej barwy, a sam młody spokorniał.
-Revelu... pomścij mą haniebną śmierć... czerwony... czerwony..... - rzekł, po czym wyzionął ducha..
Owy Revel zamknął powieki swemu przyjacielowi, i postanowił że to miejsce będzie dobrym dla niego grobem... Ale co znajduje się pod nim? To ręka! Lecz w niej leży miecz, taki sam miecz jaki młodziak pamiętał patrząc na wojowników podążających do świątyni. To oni musieli go zabić! - zawistnie pomyślał i wziął z ziemi rękojeść. Włączył miecz, zielona barwa.. jeden z mieczy wojownika który mógł zabić Yuiltra. Wyłącz miech, schował go za pas i zaczął kopać w lodzie pochówek dla zmarłego...
-Zemsta
Skończył ryć napis na ścianie nad grobem. Miecz się na coś przydał.., ale czuje że dzierżyłem już gdzieś taką rękojeść. - pomyślał i schował miecz. Pokłonił się przed grobem i wyszedł z jaskini. Wiedział gdzie ma iść i ruszył tam, do świątyni tajemniczych wojowników do której wcześniej nie zamierzałby wchodzić, lecz teraz jego głównym celem była zemsta, chociaż był akurat teraz spokojny.
-Tak, to tutaj.- powiedział do siebie z zachwytem gdy ujrzał wejście do świątyni.- Jego twarz ogarnął złośliwy uśmiech gdy zobaczył ślady przed wejściem. Wszedł, podążał w dół po schodach i zauważył wiele kryształów, odruchowo rozkręcił rękojeść miecza i zobaczył w środku prawie taki sam kryształ jak w tej grocie. Zakręcił mocno rękojeść i ruszył dalej, ale nie musiał iść daleko, bowiem zobaczył ludzi.. siedzącego wojownika który widocznie nie miał ręki i drugiego, mniejszego który opatrywał rannego. Zakradł się bliżej, lecz z każdym kroczkiem narastała w nim wściekłość, znów opanowywała go czerń, próbował się opanować, lecz tylko narobił hałasu powiadamiając o swojej obecności wojowników. Gdy przybrał formę demoniczną, jego ciało włączyło miecz i ruszyło na wojowników. Złapał mentalnie jeden z kryształów i miótł nim w małego wojownika który dostał w głowę tępym końcem i padł na ziemie tracąc przytomność. Przeciwnik chwycił w zdrową rękę miecz i obronił się przed nim. Revel napierał i napierał, aż w końcu wojownik machnął dłonią i na demona coś spadło..stracił przytomność...
-Zapomniane porachunki
-Revelu! To tylko trening walki mieczem, nie musisz niszczyć sali treningowej! - powiedział szorstko łysy jedi.-
-Dobrze mistrzu Ruluo.. - powiedział nie chętnie Revel. -
-Wiesz dobrze że przez brak panowania nad sobą jesteś jeszcze Padawanem.. - Ruluo zmierzył zimnym spojrzeniem swojego ucznia.
Revel przyznał skinieniem głowy i wrócił do treningu, próbując kontrolować się.
...
-Obezwładnijcie go! - krzyknął jeden z instruktorów jedi i rzucił się na czarnego demonicznego wojownika z mieczem w dłoni.
Demon zaczął dusić mentalnie atakującego jedi, dusił go póki nie wyzionął ducha. Pobiegł od ścianie i odbił się od niej, po czym wylądował za pięciorgiem jedi, z jego rąk poleciały błyskawice kierujące się na jedi. Cierpieli, lecz Ruluo wyrzucił demona w powietrze i uderzał nim o sufit, aż ten stracił przytomność, w tym przywracając prawdziwą postać, postać Revela...
-2 martwych oraz 8 rannych jedi.. mistrzu - powiedział młody jedi do mistrza Ruluo.
-Skujcie go, nie może nam uciec, musi zostać posądzony! - łysy mistrz wrzasnął, a jedi zabrał się do wykonania polecenia.
-Ucieczka przed sobą
Przed skutym białowłosym młodzieńcem stało 9 mistrzów jedi, w tym Ruluo, mierzący go zawodnym spojrzeniem. Nagle wstąpił stary wiekiem mistrz jedi.
-Padawanie Revel, jesteś osądzony o atak na jedi, ze skutkiem śmiertelnym. Po długich rozważaniach, skazujemy Cię na śmierć. - rzekł.-
-Bardzo oryginalna kara! - rzekł wściekle, a jego skóra znów czerniała.
-Przykro mi! Lecz nie będzie mnie na egzekucji! - rzekł straszliwym demonicznym głosem, po tym oswobodził się z kajdan za pomocą piorunów i rozbroił dwóch stojących po jego bokach Rycerzy. Rozległ się chaos, rozbrojeni rycerze wylecieli przez okna, kilku mistrzów próbowało złapać ich dzięki mocy. Alter-Revel zamiast atakować, wycofał się i biegł w kierunku hangaru. Co chwila trafiał na padawanów próbujących go zatrzymać, lecz bez skutku. Nagle w jego myślach rozbrzmiał ten sam diaboliczny głos, Jeszcze kiedyś mi podziękujesz! Hihi..... Wreszcie hangar, wyważył drzwi mocą i szybko wskoczył do jednego z myśliwców. Może się nie udać, Ruluo jest przy myśliwcu, silniki startują, łysy mistrz zostaje odrzucony w tył. Ale bramy hangaru się zamykają! Koncentrując całą moc na drzwiach udaje mu się cudem je zatrzymać. Wyleciał!
...
-Co ja zrobiłem... Nienawidzę sam siebie! Ty demonie! - krzyknął sam do siebie uderzając rękoma w konsole w kokpicie. -
-Haha! Uratowałem Ci tyle razy tyłek i mnie nienawidzisz? - rzekł mrocznym głosem.
Statek nagle zmienił kierunek, leciał ku dziwnej planecie, ale im bliżej jej był, tym czuł większe ukojenie.
-Uratowałeś.. Lecz za jaką cenę! Za prawie każdym razem gdy się pojawiasz, ktoś ginie! - krzyknął, ale nie doczekał się odpowiedzi, odzyskał pełną kontrolę nad ciałem.
Revel zainteresował się anomalią planety, więc przyśpieszył. Na mapie znalazł nazwę owej planety.. brzmi Lethan! Tak, słyszałem o niej, mówił o niej Mistrz Ruluo. Zamieszkuje ją zakon Świadomi Mocy.. Może to coś dla mnie?. Przekroczył atmosferę i wylądował gdzieś poza miastem, czuł się świetnie i prawie zapomniał o swoim alter ego.. Przypomniał sobie, że nie posiada przy sobie miecza, ale interesował go tylko ten zakon...