Podanie Hellis Ballack ( OPJ ) - ODRZUCONE
-
Pawe1890100
- Posty: 4
- Rejestracja: 28 maja 2009, o 14:05
- Imię Postaci: Hellis Balack
- Xfire: Banan
- GaduGadu: 15922747
Podanie Hellis Ballack ( OPJ ) - ODRZUCONE
Część I
a) imię / nick - Paweł / Pawe1890100
b) wiek- 16
c) kontakt
- gg - 15922747
- Xfire - pawe189
- Email - pawe1890100@wp.pl
d) Prędkość internetu - 2mb/s
e) coś o sobie - Jestem ze Szczecina....Lubie zdobywać nowe kontakty...Chodze do gim 21
f) zainteresowania - Gry RPG,Strategiczne,Książki fantastyczne.Sport- Czasem troche kosza...
g) umiejętności - Napisałem się histori wielu ( martwych już ) postaci do D&D ( Lochy i Smoki )
h) Skąd dowiedziałeś się o GoSW ?- Od znajomego gracza GoSW.
Część II
a) staż - Tylko trochę JK 3 na Single i Multi
b) Broń - Raczej pojedyńczy miecz...
c) Co możesz zaoferować zakonowi ? - Trochę dobrego RP...Jak się rozkręcę...
d) Dlaczego chcesz dołączyć do zakonu ? - Ponieważ chcę się dobrze bawić w świecie Star Wars...
e) Poprzednie klany/zakony/bractwa- Żadnych
f) Link do poprzedniego klanu/zakonu/bractwa -
g) krótka historia -
Część III
a) imię i nazwisko - Hellis Ballack
b) wiek - 16 lat
c) pochodzenie - Haan (kontynent Suntive)
d) rasa - Człowiek
e) opis zewnętrzny - Wysoki brunet o jasno zielonych oczach,Poważne rysy twarzy jak na młody wiek, zabandarzowana cała lewa ręka...
f) Historia -
Widziałem niewyraźne postacie... Wydawały mi się znajome... Lecz zupełnie obce...
Było to na pustyni tylko to dokładnie pamiętam z mojego snu... Tamtego dnia nigdy nie zapomnę...
Obudził mnie dźwięk mocnego uderzenia w jakiś przedmiot w moim domu...Okazało się że to ojciec wrócił do domu by coś zjeść...
Wyraźnie w jego głosie było czuć że jest bardzo zdenerwowany.Wstałem z łóżka, by zobaczyć co się dzieje.
Gdy usłyszałem conieco z wypowiedzi ojca którą kierował do matki,domyśliłem się że chodzi o pracę.
Mój ojciec był jednym ze zbuntowanych robotników na planecie Haan (kontynent Suntive) . Z tamtąd właśnie pochodzę i tam mieszkałem, do czasu...
Postanowiłem się przysłuchać rozmowie z bliska by usłyszeć trochę więcej. Lecz niestety zostałem zauważony przez ojca.
- Dlaczego podsłuchujesz ? Wystarczyło normalnie podejść i się zapytać ,,O co chodzi ''... A nie jak złodziej się zakradasz..
- Przepraszam Ojcze... No więc... O co chodzi ??
- Tracimy przewagę... Nie chcą już z nami negocjować... Zostalo postanowione że wszyscy stracą pracę i zastąpią nas droidy...
- Ale jak to? Przecież tam już są droidy... Mieliście je tam naprawiać...
- Niby tak ale uznali że ludzie są zbędni do takiej pracy... A droidy pensji od nich nie wezmą. Tak??!!
Po tej rozmowie ojciec wyszedł z domu... Lecz to było jego ostatnie wyjście... Ojciec więcej nie wrócił...
Następnie matka podeszła do mnie pogłaskała mnie po głowie i ciepłym głosem powiedziała...
- Synku... masz już 16 lat... Nie zmarnuj sobie życia jak ojciec... Zrób coś pożytecznego dla siebie...
- Czy to jest ta chwila gdy matka poucza swoje dziecko co ma w życiu robić? Bo jak nie to...!!!
- Zaśmiała się... Zawsze umiałeś mnie rozbawić... Jej twarz nabrała powagi. Ale tak... To ta chwila, lecz nie dodam...Jak to ująłeś... ,,Bo jak nie to ".
- Ale co będzie z tobą i co z tatą ?? Przecież sobie nie poradzicie... On ma chorą nogę i jak tak dalej pójdzie to nie będzie mógł chodzić...A na protezę was nie stać...
- Coś wymyślimy...A narazie martw się o to byś,jak już mówiłam,coś w życiu osiągnoł...
Przemyślałem przez chwilę to co powiedziała matka...Po czym bez słowa poszedłem do siebie do pokoju i ubrałem się by móc wyjść...
Gdy już się ubrałem krzyknołem do mamy w drzwiach...
- Mamo !!!... Wychodzę !!!...
Matka nie odezwała się słowem...Pewnie nie słyszała... nie pamętam...
Postanowiłem przejść się do wydobywalni gdzie pracował ojciec...
Po dotarciu na miejsce zobaczyłem robotników z którymi pracował tata...
Podszedłem do nich i zanim się odezwałem, jeden z nich powiedział do mnie poważnym tonem...
- Hej !!! Hellis... Nie wiesz gdzie twój ojciec??? Miał być tu już jakieś pół godziny temu...
- Nie nie wiem... Ale jak wychodził z domu to kierował się w tą stronę...Więc pomyślałem że idzie spowrotem do pracy...
- Ale się nie pojawił...Cholera !!!... On znika akurat gdy jest potrzebny... Pewnie siedzi w tutejszej kantynie i dobrze się bawi zalewając się w trupa...!!!
- CO !!??...... Po tym co tu usłyszałem udałem się biegiem do kantyny. Gdy wpadłem do kantyny nie zabawiłem tam długo gdyż widziałem tam same nieznajome osoby... A że nie wyglądali zbyt sympatycznie to też ich nie pytałem o ojca...
Niestety spotkało mnie nieszczęście...
Wychodząc z kantyny ktoś uderzył mnie w tył głowy i straciłem przytomność...
Ocknołem się na ziemi związany w jakimś dziwnym i zupełnie mi nieznanym pomieszczeniu...
- Co.... Gdzie.... Gdzie ja jestem.... ??
- Cicho mały gnoju !!!.... Z cienia bliskiego narożnika wyłonił się postawny mężczyzna w czarnym stroju z maską na twarzy.
Nie będziesz się stawiać i powiesz to co chce wiedzieć to może nawet wyjdziesz z tąd w jednym kawałku...
- Jak mam coś wam powiedzieć ??!!... Nie wiem gdzie jestem... Głowa mnie boli jak bym dostał z całej siły...
- Tak faktycznie było... Powiedział z satysfakcją.
- I nawet nie mam pojęcia co ty czy wy czy ktokolwiek chce odemnie...
- Ahhh.... Widzę że konkretny z ciebie chłopak.... Tak jak twój ojciec....
- GDZIE ON JEST !!!???
- Zamknij sie teraz ja mówię!!!... Skoro chcesz konkretów to będą konkrety... GDZIE TWÓJ OJCIEC SCHOWAŁ CZĘŚĆ PANELU Z WYDOBYWALNI ??!!
- Jakiego panelu ??!!
- Co udajesz że nie wiesz ??!! GADAJ GDZIE TO JEST !!!
- Kiedy ja naprawdę nic nie wiem...!!!
- Skoro nie mówisz po dobroci to będzie bolało...
Złapał mnie i pociągnołdo drugiego pomieszczenia które przypominało jak jakaś hala przetwórcza...
Następnie rzucił mnie na nieczynny taśmociąg i wyrwał z dołu jakiś kabel który był pod napięciem...
- Gdzie to jest ??!! Powtóżył ponownie.
- Ale ja nie wiem...!!!
Z milczeniem zerwał mi rękaw z lewej ręki i przejechał po nim kablem...
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA !!!!!!!!!!!!! Krzyczałem z bólu tak jak nigdy, po całym ciele przechodił mi prąd a ręka zaczełą robić się czerwona i poraniona od wysokiego napięcia.
Odłożył kabel i zapytał ponownie.
- Gdzie to jest ??!!
Milczałem wiedząc co mnie za chwile czeka...
Ten podniósł kabel spowrotem i powtóżył czynność...
- AAARGHHHHHH AAAAAAAAAA !!!!!!!!!!
Spojrzałem na rękę gdy on odłożył kabel, nie wyglądała jak po porażeniu... Wyglądała jak by ją coś spaliło...
Nerwy mi wtedy pękły.... Skłamałem...
- Dobra powiem powiem !!!
- Poszedłeś po rozum do głowy co ??
- Zakopał to 2 metry na lewo od tylnych drzwi kantyny przy której dostałem w głowę...
- Skoro powiedziałeś mi już, gdzie to jest... I nie widziałeś jak wyglądam...To możesz odejść... Ale masz odejść sam na pieszo.... HAHAHA...!!! (rozwiązał mnie śmiejąc się szyderczo i wybiegł.)
Obolały rozejżałem się za wyjściem...
Gdy spostrzegłem drzwi wybiegłem i to co zobaczyłem mnie zaszokowało...
Zobaczyłem pusty teren, nic na choryzoncie...Tylko ten budynek za mną...
Po chwili rozglądania się mignoł mi przed oczami ścigacz...Domyśliłem się że to był ten który mnie okaleczył...Więc poszedłem w przeciwną stronę do jego trasy w nadziei że znajdę pomoc...
Gdy już przektoczyłem własne granice wytrzymałości i się ściemniło, wiedziałem że już nie dam rady iść dalej... I padłem na ziemię...
Jednak nie leżałem długo... To dziwne uczucie które miewałem podczas snów nie dawało mi usnąć... Stale boląca ręka również nie dawała mi spokoju.
Wiedziałem że jeśli się nie pozbieram, to poprostu umrę na tym odludziu...
Więc zebrałem siły, wstałem, i ruszyłem dalej...
Dziwnym trafem... Jakby coś mnie prowadziło... Po mniej więcej godzinie drogi... Ukazały mi się rysy mojego miasta...
Niestety z braku sił, wchodząc na małe wzniesienie... Sturlałem się z niego bezwładnie jak kamień...
Ostatnie co w ten dzień zobaczyłem... To niebo... A ostatnim słyszanym dźwiękiem był czyjś krzyk...
Obudziłem się na łóżku w małym pokoju...
Czująć ból ręki równie mocno co przed utratą przytomności...
Rozejrzałem się po pokoju i zobaczyłem dziwne małe okno.
Postanowiłem że zobaczę gdzie aktualnie jestem... Z początku myślałem że jest ciemno...
Dopiero gdy się przyjżałem bardziej zauważyłem otwartą przestrzeń kosmiczną...
- O K**** !!!.....
- Ahh Obudziłeś się... Na progu pokoju stał mężczyzna dobrze mi znany, Był to jeden ze znajomych ojca...
- Co się stało...?? Dlaczego jestem na statku kosmicznym ??? I co pan tu robi ??
- Hmm... To może w kolejności... Straciłeś przytomność... Jesteś tu bo cię tu przyniosłem... A ja jestem tu bo pilnuję ciebie na zlecenie twojego ojca...
- Pan ?! Mojego ojca ?!
- Tak ja.... Widzisz jako jedyny z zaufanych ludzi twojego ojca... Nie mam rodziny... A twój ojciec kazał ci tylko przekazać drobne...hmm... Przepraszam...
- Za co ?!
- Widzisz.... Ten który ci to zrobił....POKAZAŁ NA MOJĄ RĘKE.... Złapaliśmy tego łotra jak gadał przez komunikator i wspominał coś o tobie i twoim ojcu... Spotkałem więc się z twoim ojcem i opowiedziałem mu o zdarzeniu...
Powiedział żebym cię z tąd zabrał...
- Ale dokąd..? .....
- Hmm ... Słyszałem pogłoski .... Ale wiesz jak to pogłoski po kielichu... Choć warto spróbować ....
- No mówi pan wreszcie !!!
- Zabiorę cię na planetę na której podobno jest akademia jedi...
- CO !!!!??? Skąd wiesz gdzie jest... ??
- Jeden dziwnie wyglądający typ w kantynie opowiadał coś o akademi jedi... Gdy schlał się kompletnie walnoł na blat stolika..... I zaczoł mamrotać jakieś liczby... Zapamiętałem je...
- I co ci po tych liczbach ??
- To że są to najprawdopodobniej współrzędne.
- A jeśli poprostu gadał po pijaku ??
- To wtedy znajdzieny jakąś tymczasową kryjówkę gdziekolwiek...
- W takim razie idę spać... Tylko to mi zostało...
Gdy obudził mnie dźwięk lądowania zebrałem się szybko z podekscytowaniem zapominając nawet o bólu ręki i wybiegłem ze statku chwile po nim błądząc...
- Dobra młody... Masz tu plecak... Z zapasami na jakieś 3 dni... Powinno wystarczyć ...
- A ty nie idziesz ze mną ?
- Nie... Nie mogę ..... Muszę lecieć dalej... Ale na pieszo cię nie puszczę...
Wszedł spowrotem na pokład i pochwili wyprowadził ścigacz w miarę w dobrym stanie...
- Pojedziesz szukać akademi na nim...
Zanim zdążyłem podziękować ... On już wrócił na statek, po chwili odlatując...
I tak po podróży trwającej jakieś 2 dni zobaczyłem Akademię...
a) imię / nick - Paweł / Pawe1890100
b) wiek- 16
c) kontakt
- gg - 15922747
- Xfire - pawe189
- Email - pawe1890100@wp.pl
d) Prędkość internetu - 2mb/s
e) coś o sobie - Jestem ze Szczecina....Lubie zdobywać nowe kontakty...Chodze do gim 21
f) zainteresowania - Gry RPG,Strategiczne,Książki fantastyczne.Sport- Czasem troche kosza...
g) umiejętności - Napisałem się histori wielu ( martwych już ) postaci do D&D ( Lochy i Smoki )
h) Skąd dowiedziałeś się o GoSW ?- Od znajomego gracza GoSW.
Część II
a) staż - Tylko trochę JK 3 na Single i Multi
b) Broń - Raczej pojedyńczy miecz...
c) Co możesz zaoferować zakonowi ? - Trochę dobrego RP...Jak się rozkręcę...
d) Dlaczego chcesz dołączyć do zakonu ? - Ponieważ chcę się dobrze bawić w świecie Star Wars...
e) Poprzednie klany/zakony/bractwa- Żadnych
f) Link do poprzedniego klanu/zakonu/bractwa -
g) krótka historia -
Część III
a) imię i nazwisko - Hellis Ballack
b) wiek - 16 lat
c) pochodzenie - Haan (kontynent Suntive)
d) rasa - Człowiek
e) opis zewnętrzny - Wysoki brunet o jasno zielonych oczach,Poważne rysy twarzy jak na młody wiek, zabandarzowana cała lewa ręka...
f) Historia -
Widziałem niewyraźne postacie... Wydawały mi się znajome... Lecz zupełnie obce...
Było to na pustyni tylko to dokładnie pamiętam z mojego snu... Tamtego dnia nigdy nie zapomnę...
Obudził mnie dźwięk mocnego uderzenia w jakiś przedmiot w moim domu...Okazało się że to ojciec wrócił do domu by coś zjeść...
Wyraźnie w jego głosie było czuć że jest bardzo zdenerwowany.Wstałem z łóżka, by zobaczyć co się dzieje.
Gdy usłyszałem conieco z wypowiedzi ojca którą kierował do matki,domyśliłem się że chodzi o pracę.
Mój ojciec był jednym ze zbuntowanych robotników na planecie Haan (kontynent Suntive) . Z tamtąd właśnie pochodzę i tam mieszkałem, do czasu...
Postanowiłem się przysłuchać rozmowie z bliska by usłyszeć trochę więcej. Lecz niestety zostałem zauważony przez ojca.
- Dlaczego podsłuchujesz ? Wystarczyło normalnie podejść i się zapytać ,,O co chodzi ''... A nie jak złodziej się zakradasz..
- Przepraszam Ojcze... No więc... O co chodzi ??
- Tracimy przewagę... Nie chcą już z nami negocjować... Zostalo postanowione że wszyscy stracą pracę i zastąpią nas droidy...
- Ale jak to? Przecież tam już są droidy... Mieliście je tam naprawiać...
- Niby tak ale uznali że ludzie są zbędni do takiej pracy... A droidy pensji od nich nie wezmą. Tak??!!
Po tej rozmowie ojciec wyszedł z domu... Lecz to było jego ostatnie wyjście... Ojciec więcej nie wrócił...
Następnie matka podeszła do mnie pogłaskała mnie po głowie i ciepłym głosem powiedziała...
- Synku... masz już 16 lat... Nie zmarnuj sobie życia jak ojciec... Zrób coś pożytecznego dla siebie...
- Czy to jest ta chwila gdy matka poucza swoje dziecko co ma w życiu robić? Bo jak nie to...!!!
- Zaśmiała się... Zawsze umiałeś mnie rozbawić... Jej twarz nabrała powagi. Ale tak... To ta chwila, lecz nie dodam...Jak to ująłeś... ,,Bo jak nie to ".
- Ale co będzie z tobą i co z tatą ?? Przecież sobie nie poradzicie... On ma chorą nogę i jak tak dalej pójdzie to nie będzie mógł chodzić...A na protezę was nie stać...
- Coś wymyślimy...A narazie martw się o to byś,jak już mówiłam,coś w życiu osiągnoł...
Przemyślałem przez chwilę to co powiedziała matka...Po czym bez słowa poszedłem do siebie do pokoju i ubrałem się by móc wyjść...
Gdy już się ubrałem krzyknołem do mamy w drzwiach...
- Mamo !!!... Wychodzę !!!...
Matka nie odezwała się słowem...Pewnie nie słyszała... nie pamętam...
Postanowiłem przejść się do wydobywalni gdzie pracował ojciec...
Po dotarciu na miejsce zobaczyłem robotników z którymi pracował tata...
Podszedłem do nich i zanim się odezwałem, jeden z nich powiedział do mnie poważnym tonem...
- Hej !!! Hellis... Nie wiesz gdzie twój ojciec??? Miał być tu już jakieś pół godziny temu...
- Nie nie wiem... Ale jak wychodził z domu to kierował się w tą stronę...Więc pomyślałem że idzie spowrotem do pracy...
- Ale się nie pojawił...Cholera !!!... On znika akurat gdy jest potrzebny... Pewnie siedzi w tutejszej kantynie i dobrze się bawi zalewając się w trupa...!!!
- CO !!??...... Po tym co tu usłyszałem udałem się biegiem do kantyny. Gdy wpadłem do kantyny nie zabawiłem tam długo gdyż widziałem tam same nieznajome osoby... A że nie wyglądali zbyt sympatycznie to też ich nie pytałem o ojca...
Niestety spotkało mnie nieszczęście...
Wychodząc z kantyny ktoś uderzył mnie w tył głowy i straciłem przytomność...
Ocknołem się na ziemi związany w jakimś dziwnym i zupełnie mi nieznanym pomieszczeniu...
- Co.... Gdzie.... Gdzie ja jestem.... ??
- Cicho mały gnoju !!!.... Z cienia bliskiego narożnika wyłonił się postawny mężczyzna w czarnym stroju z maską na twarzy.
Nie będziesz się stawiać i powiesz to co chce wiedzieć to może nawet wyjdziesz z tąd w jednym kawałku...
- Jak mam coś wam powiedzieć ??!!... Nie wiem gdzie jestem... Głowa mnie boli jak bym dostał z całej siły...
- Tak faktycznie było... Powiedział z satysfakcją.
- I nawet nie mam pojęcia co ty czy wy czy ktokolwiek chce odemnie...
- Ahhh.... Widzę że konkretny z ciebie chłopak.... Tak jak twój ojciec....
- GDZIE ON JEST !!!???
- Zamknij sie teraz ja mówię!!!... Skoro chcesz konkretów to będą konkrety... GDZIE TWÓJ OJCIEC SCHOWAŁ CZĘŚĆ PANELU Z WYDOBYWALNI ??!!
- Jakiego panelu ??!!
- Co udajesz że nie wiesz ??!! GADAJ GDZIE TO JEST !!!
- Kiedy ja naprawdę nic nie wiem...!!!
- Skoro nie mówisz po dobroci to będzie bolało...
Złapał mnie i pociągnołdo drugiego pomieszczenia które przypominało jak jakaś hala przetwórcza...
Następnie rzucił mnie na nieczynny taśmociąg i wyrwał z dołu jakiś kabel który był pod napięciem...
- Gdzie to jest ??!! Powtóżył ponownie.
- Ale ja nie wiem...!!!
Z milczeniem zerwał mi rękaw z lewej ręki i przejechał po nim kablem...
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA !!!!!!!!!!!!! Krzyczałem z bólu tak jak nigdy, po całym ciele przechodił mi prąd a ręka zaczełą robić się czerwona i poraniona od wysokiego napięcia.
Odłożył kabel i zapytał ponownie.
- Gdzie to jest ??!!
Milczałem wiedząc co mnie za chwile czeka...
Ten podniósł kabel spowrotem i powtóżył czynność...
- AAARGHHHHHH AAAAAAAAAA !!!!!!!!!!
Spojrzałem na rękę gdy on odłożył kabel, nie wyglądała jak po porażeniu... Wyglądała jak by ją coś spaliło...
Nerwy mi wtedy pękły.... Skłamałem...
- Dobra powiem powiem !!!
- Poszedłeś po rozum do głowy co ??
- Zakopał to 2 metry na lewo od tylnych drzwi kantyny przy której dostałem w głowę...
- Skoro powiedziałeś mi już, gdzie to jest... I nie widziałeś jak wyglądam...To możesz odejść... Ale masz odejść sam na pieszo.... HAHAHA...!!! (rozwiązał mnie śmiejąc się szyderczo i wybiegł.)
Obolały rozejżałem się za wyjściem...
Gdy spostrzegłem drzwi wybiegłem i to co zobaczyłem mnie zaszokowało...
Zobaczyłem pusty teren, nic na choryzoncie...Tylko ten budynek za mną...
Po chwili rozglądania się mignoł mi przed oczami ścigacz...Domyśliłem się że to był ten który mnie okaleczył...Więc poszedłem w przeciwną stronę do jego trasy w nadziei że znajdę pomoc...
Gdy już przektoczyłem własne granice wytrzymałości i się ściemniło, wiedziałem że już nie dam rady iść dalej... I padłem na ziemię...
Jednak nie leżałem długo... To dziwne uczucie które miewałem podczas snów nie dawało mi usnąć... Stale boląca ręka również nie dawała mi spokoju.
Wiedziałem że jeśli się nie pozbieram, to poprostu umrę na tym odludziu...
Więc zebrałem siły, wstałem, i ruszyłem dalej...
Dziwnym trafem... Jakby coś mnie prowadziło... Po mniej więcej godzinie drogi... Ukazały mi się rysy mojego miasta...
Niestety z braku sił, wchodząc na małe wzniesienie... Sturlałem się z niego bezwładnie jak kamień...
Ostatnie co w ten dzień zobaczyłem... To niebo... A ostatnim słyszanym dźwiękiem był czyjś krzyk...
Obudziłem się na łóżku w małym pokoju...
Czująć ból ręki równie mocno co przed utratą przytomności...
Rozejrzałem się po pokoju i zobaczyłem dziwne małe okno.
Postanowiłem że zobaczę gdzie aktualnie jestem... Z początku myślałem że jest ciemno...
Dopiero gdy się przyjżałem bardziej zauważyłem otwartą przestrzeń kosmiczną...
- O K**** !!!.....
- Ahh Obudziłeś się... Na progu pokoju stał mężczyzna dobrze mi znany, Był to jeden ze znajomych ojca...
- Co się stało...?? Dlaczego jestem na statku kosmicznym ??? I co pan tu robi ??
- Hmm... To może w kolejności... Straciłeś przytomność... Jesteś tu bo cię tu przyniosłem... A ja jestem tu bo pilnuję ciebie na zlecenie twojego ojca...
- Pan ?! Mojego ojca ?!
- Tak ja.... Widzisz jako jedyny z zaufanych ludzi twojego ojca... Nie mam rodziny... A twój ojciec kazał ci tylko przekazać drobne...hmm... Przepraszam...
- Za co ?!
- Widzisz.... Ten który ci to zrobił....POKAZAŁ NA MOJĄ RĘKE.... Złapaliśmy tego łotra jak gadał przez komunikator i wspominał coś o tobie i twoim ojcu... Spotkałem więc się z twoim ojcem i opowiedziałem mu o zdarzeniu...
Powiedział żebym cię z tąd zabrał...
- Ale dokąd..? .....
- Hmm ... Słyszałem pogłoski .... Ale wiesz jak to pogłoski po kielichu... Choć warto spróbować ....
- No mówi pan wreszcie !!!
- Zabiorę cię na planetę na której podobno jest akademia jedi...
- CO !!!!??? Skąd wiesz gdzie jest... ??
- Jeden dziwnie wyglądający typ w kantynie opowiadał coś o akademi jedi... Gdy schlał się kompletnie walnoł na blat stolika..... I zaczoł mamrotać jakieś liczby... Zapamiętałem je...
- I co ci po tych liczbach ??
- To że są to najprawdopodobniej współrzędne.
- A jeśli poprostu gadał po pijaku ??
- To wtedy znajdzieny jakąś tymczasową kryjówkę gdziekolwiek...
- W takim razie idę spać... Tylko to mi zostało...
Gdy obudził mnie dźwięk lądowania zebrałem się szybko z podekscytowaniem zapominając nawet o bólu ręki i wybiegłem ze statku chwile po nim błądząc...
- Dobra młody... Masz tu plecak... Z zapasami na jakieś 3 dni... Powinno wystarczyć ...
- A ty nie idziesz ze mną ?
- Nie... Nie mogę ..... Muszę lecieć dalej... Ale na pieszo cię nie puszczę...
Wszedł spowrotem na pokład i pochwili wyprowadził ścigacz w miarę w dobrym stanie...
- Pojedziesz szukać akademi na nim...
Zanim zdążyłem podziękować ... On już wrócił na statek, po chwili odlatując...
I tak po podróży trwającej jakieś 2 dni zobaczyłem Akademię...
-
Pawe1890100
- Posty: 4
- Rejestracja: 28 maja 2009, o 14:05
- Imię Postaci: Hellis Balack
- Xfire: Banan
- GaduGadu: 15922747
Re: Podanie Hellis Ballack ( OPJ )
SORRY za te 2 wersje ale wyskoczył jakiś błąd przy wysyłaniu pierwszego podania i myślałem że trzeba jeszcze raz.... 
- Venril
- OPJ - Padawan

- Posty: 89
- Rejestracja: 10 kwie 2009, o 10:12
- Imię Postaci: Venril
- Xfire: valudax
- GaduGadu: 7100331
- Lokalizacja: Oy'tan
- Kontakt:
Re: Podanie Hellis Ballack ( OPJ )
Pierwsze dwie części podania bardzo krótkie. -
Historia składająca się z większości z dialogów, conajmniej 5-6 błędów ortograficznych, niepotrzebne pare pytajników czy wykrzykników obok siebie. -
Staż w grze, -
Historia dosyć słabo napisana, brak jakiejś fabuły, jak już wcześniej napisałem, prawie same dialogi. -
Podwyższam poprzeczkę, na nie.
Historia składająca się z większości z dialogów, conajmniej 5-6 błędów ortograficznych, niepotrzebne pare pytajników czy wykrzykników obok siebie. -
Staż w grze, -
Historia dosyć słabo napisana, brak jakiejś fabuły, jak już wcześniej napisałem, prawie same dialogi. -
Podwyższam poprzeczkę, na nie.
-
Pawe1890100
- Posty: 4
- Rejestracja: 28 maja 2009, o 14:05
- Imię Postaci: Hellis Balack
- Xfire: Banan
- GaduGadu: 15922747
Re: Podanie Hellis Ballack ( OPJ )
W sumie jak się tak zastanowić to cię poprę bo jakoś niespecjalnie mi ten tekst wyszedł.
Poprostu napiszę jeszcze jeden tekst i tym razem się postaram.I dzięki za wytknięcie błędów, przy drugiej histori będe wiedział na co uważać.
Poprostu napiszę jeszcze jeden tekst i tym razem się postaram.I dzięki za wytknięcie błędów, przy drugiej histori będe wiedział na co uważać.
-
Infanymous
- OPJ - Padawan

- Posty: 45
- Rejestracja: 12 kwie 2009, o 23:18
Re: Podanie Hellis Ballack ( OPJ )
No i to jest postawa!
Ps. Ależ ten nick ambitny.
Ps. Ależ ten nick ambitny.
Człowiek mądry więcej uczy się od swoich wrogów, niż głupiec od przyjaciół.
— Benjamin Franklin
Odwaga jest to brak wyobraźni.
— Rudyard Kipling
— Benjamin Franklin
Odwaga jest to brak wyobraźni.
— Rudyard Kipling
-
Scar Beal
- OPJ - Mistrz Jedi

- Posty: 158
- Rejestracja: 12 kwie 2009, o 21:07
- Imię Postaci: Scar Beal
- Xfire: Dahu07
- GaduGadu: 11118742
- Lokalizacja: Szczecin
Re: Podanie Hellis Ballack ( OPJ )
Widzisz Banan, opejot się rozrasta to i wymogi większe, dobrze że przynajmniej się odważyłeś. Mam nadzieję że drugie będzie lepsze ;D
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!

"Nie chce patrzeć jak GoSW się odradza, Chce patrzeć jak żyje."
Scar Beal
"Gdyby Bóg nie istniał, koniecznością stałoby się wynalezienie go. " Voltaire-
Pawe1890100
- Posty: 4
- Rejestracja: 28 maja 2009, o 14:05
- Imię Postaci: Hellis Balack
- Xfire: Banan
- GaduGadu: 15922747
Re: Podanie Hellis Ballack ( OPJ )
No dobra wkońcu zabrałem się za nową historię.... Spodziewam się skończyć już niedługo.
Doszło mi poprostu pare obowiązków wcześniej jak choćby opieka nad matką
bo była w szpitalu :/ dobra ale już nie nudze
Doszło mi poprostu pare obowiązków wcześniej jak choćby opieka nad matką
bo była w szpitalu :/ dobra ale już nie nudze
- Pete_Be(a)st
- OPJ - Mistrz Jedi

- Posty: 133
- Rejestracja: 20 kwie 2009, o 17:54
- Imię Postaci: Azagoth'
- Xfire: petebeast997
- GaduGadu: 10062089
Re: Podanie Hellis Ballack ( OPJ )
Nadmiar "..." psuję historię, nie nadaje jej jakiegoś charakterystycznego klimatu. Nie wciąga, trzykropek kompletnie psuję atmosfere. Wiele błędów, to stylistycznych to ortograficznych. Największym mankamentem tej historii jest trzykropek. No cóż, co mogę powiedzieć - Wstrzymuję się
Zobaczymy co na to inni członkowie.
Zobaczymy co na to inni członkowie.














